Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kraków. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lutego 2012

Kościół św. Benedykta

...mowa o Kościele św. Benedykta na Krzemionkach...


Kościół św. Benedykta



Ten najmniejszy krakowski kościółek, jest, jak się okazuje jednym z najstarszych (o ile nie najstarszym) istniejącym po dziś dzień. 

Przycupnięty ukradkiem na wyniosłym wapiennym wzgórzu (235 m. n.p.m.), zwanym niegdyś Na zbóju, a obecnie Lasoty wydaje się miejscem nieco zapomnianym, ożywionym jedynie podczas Rękawki, która odbywa się w jego najbliższym sąsiedztwie. Może to i dobrze, że brak ludzi, brak tłumów, rozdeptanej ziemi i krzyczących dzieci. Jest się tam trochę poza światem. 



Historia
Pierwsze znane wzmianki o kościele pochodzą z 1254 roku, dokładniej z Kodeksu Dyplomatycznego Katedry Krakowskiej św. Wacława [1].


Oto fragmenty dotyczące Kościoła:

1254. die 30 mensis maii, Korczyni
Boleslaus dictus Pudicus dux Cracoviae et Sandomiriae, villas coenobii sacrarum virginum ordinis Praemonstratensis Zwierzyniecensis, a variis angariis immunes reddit
. [...] 
Cum Tabernis Molendinis Silua et Pratis. Mons ante Cracouiam cum Ecclesia Sancti Benedicti.” 

Czyli w bardzo prostym tłumaczeniu:

"1254 roku, dnia 30 maja, w Korczynie
Bolesław Wstydliwy, książę krakowski i sandomierski, [przyłącza] wsie
do klasztoru Norbertanek Zwierzynieckich w dziewicy konsekrowanych, wolnych [wsi] od obciążeń różnych. [...] Z karczmą, młynami, lasami i łąkami. Góra przed Krakowem z Kościołem św. Benedykta."

Wiadomo więc, że był on własnością Sióstr Norbertanek, przybyłych do Krakowa w 1162 roku, które siedzibę swego zakonu miały w podkrakowskim jeszcze wtedy Zwierzyńcu (zakon jest tam cały czas). Kiedy jednak powstał, z czyjej inicjatywy, nie wiemy. Historycy twierdzą, że wielce prawdopodobne jest, iż założyli go Benedyktyni jeszcze przed osiedleniem się w Tyńcu. Przemawia za tym orientacyjny czas powstania kościoła oraz nazwanie go imieniem patrona zakonu. 


Kolejna wzmianka znajduje się w dziele Jana Długosza Liber Beneficiorum (Księga nadań diecezji krakowskiej, 1325 – 27)[2], w którym to Długosz opisuje kościół jako murowany, a także przynoszący zyski. 



Przez lata, bez wyraźnych przyczyn świątynia popadła w ruinę; odnowił ją dopiero w roku 1598 ks. Mikołaj Drozdowski, pleban bolechowski. W tymże samym roku dotychczasowi opiekunowie kościółka (Krzysztof z Komorowa - kasztelan sandomierski, oraz Zbigniew z Brześcia Lanckoroński) przekazali prawo patronatu nad świątynią zakonnikom z klasztoru św. Ducha. Zrzeczenie aprobował biskup krakowski, kardynał Bernard Maciejowski, ustanawiając w 1605 roku prebendariuszem świątyni klasztor św. Ducha w Krakowie z obowiązkiem odprawiania w nim mszy świętej w piątek każdego tygodnia. Na dotację kościoła przeznaczono dochód z gruntów miejskich i tzw. roli Michałowskiej. Stan taki trwał do pierwszego rozbioru, tj. do roku 1772. 


Wnętrze

Po oddzieleniu Podgórza kordonem granicznym zakonnicy klasztoru św. Ducha nie mieli możliwości opiekować się kościołem. Niechybnie popadłby on w całkowitą ruinę, gdyby nie podgórzanin Jędrzej Haller. To za jego sprawą sprowadzono tu kapłana z Krakowa, dzięki czemu przez kolejne 15 lat w kościele odprawiano msze. Po śmierci Hallera kościół podupadł do tego stopnia, że w latach 60 XIX wieku zapadła decyzja o jego zburzeniu. Sprzeciwił się temu ówczesny proboszcz podgórski ks. Jan Komperda, dzięki któremu kościółek został gruntownie odnowiony. 
Dziś opiekują się nim księża z podgórskiej Parafii św. Józefa. 

Kościół św. Benedykta - lata 60,70 XX wieku


Kościół jest otwarty tylko dwa razy w roku:

- W dzień św. Benedykta (21 marca) 
- W pierwszy wtorek po Wielkanocy w czasie uroczystości Rękawki

I teoretycznie w tym miejscu można by zakończyć rozważania o Kościele św. Benedykta na Wzgórzu Lasoty. Nie zakończymy ich jednak, bo tego nie chcemy, a wręcz nie wypada. 

____________________________________________________________

Kościół w latach 60-tych XX wieku

Problem w tym, że pewien bardzo znany polski profesor na początku lat 60-tych XX wieku postanowił rozpocząć dość szerokie badania architektury średniowiecznej. Mowa o Wiktorze Zinie, architekcie, profesorze Politechniki Krakowskiej, generalnym konserwatorze zabytków (1977–1981), prezesie Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. 

Tenże profesor zajął się w swoich badaniach także niniejszym kościołem, wyniki jego prac były co najmniej intrygujące...

Nie ma potrzeby próbować poprawiać, tego, co już wystarczająco dobre i rzetelne, więc ograniczę się jedynie do cytowania jego artykułu z Rocznika Krakowskiego [3].

"W roku 1960 podjęte zostały w Krakowie z inicjatywy autorów (Wiktor Zin, Władysław Grabski) pierwsze, zakrojone na tak wielką skalę, kompleksowe badania architektury minionych wieków. Towarzyszył im upór i konsekwencja ludzi, którzy nie zrażeni brakiem funduszów i piętrzącymi się trudnościami rozpoczęli prace, w których wyniku nasza wiedza o najstarszej architekturze Krakowa uległa znacznemu pogłębieniu. Szereg dotychczasowych poglądów dotyczących szczególnie dla Krakowa ważnych obiektów zostało zrewidowanych, inne natomiast uzyskały dodatkową podbudowę faktograficzną. W trakcie prac badawczych dokonano zaskakujących niekiedy odkryć, które spotykały się początkowo z ogólną niewiarą, później zaś przyjęte zostały jako trwały wkład, przyczyniający się do oświetlenia najstarszych dziejów Krakowa. [...] 

Kościół Św. Benedykta w Krakowie, usytuowany na Krzemionkach nad stromym zboczem średniowiecznego kamieniołomu wzgórza Lasoty, przedstawia się dziś jako niewielka budowla złożona z prezbiterium i nawy. Nieregularny układ murów podpartych skarpami nadaje zabytkowi swoisty charakter, nie uwidaczniając przy tym żadnych elementów architektonicznych, które by można było wiązać z wczesnym średniowieczem.
Wielokrotnie podejmowane próby powiązania obiektu z okresem romańskim nie miały realnych podstaw, ze względu na brak rozeznania. Podjęte w roku 1956 archeologiczne badania sondażowe nie przyniosły pozytywnych wyników. Dało to podstawę do twierdzenia, że budowla została gruntownie przebudowana bądź też wzniesiona na nowo.

Utrzymująca się tradycja starożytności miejsca, dawne wezwanie kościoła oraz nieliczne dane źródłowe pochodzące z drugiej połowy XIII w. zachęciły autorów do ponownego zajęcia się obiektem, stan wyjściowy prac nie przedstawiał się zachęcająco. Na temat kościoła Św. Benedykta nie ma dotychczas żadnego monograficznego opracowania. Istniejące natomiast nieliczne wzmianki w pracach zajmujących się architekturą i dziejami Krakowa są niejednokrotnie sprzeczne i nie oparte na danych źródłowych.

Wiadomo było, że w drugiej połowie XIII wieku "Mons s. Benedicti" należy do uposażenia klasztoru SS. Norbertanek. W XIV wieku kościół miał swego prebendarza. Długosz wspomina o murowanym kościele Św. Benedykta, do którego prawo patronatu posiadali m. in. duchacy z kościoła Św. Krzyża w Krakowie. Wzmianka z końca XVI wieku dotyczy przebudowy obiektu, który zaniedbany zupełnie, prawie naówczas zniszczony, wyreperował swym kosztem Mikołaj Drozdowski, mansjonarz kościoła NMP w Krakowie. Byłyby to wszystkie najważniejsze dane historyczne odnoszące się do najstarszych dziejów zabytku.

Jego najstarszy wygląd rejestruje sztych Meriana z początku XVII w., na którym przedstawiono budowlę prawdopodobnie już powstałą w wyniku przebudowy M. Drozdowskiego z 1598 r. 

Matthaus Merian - Sztych z panoramą Krakowa ok. 1640

Wstępne badania kościoła ujawniły daleko idące nieregularności murów, co wymagało logicznego wyjaśnienia, tłumaczenie ich bowiem jedynie nieudolnością budowlaną było nieprzekonywające. Założono wówczas tezę roboczą, że niektóre partie budowli muszą być wcześniejsze od murów wzniesionych w czasie XVI -wiecznej przebudowy. Wytyczyło to dalszy kierunek badań. Prace wykopaliskowe we wnętrzu kościoła rozpoczęto w południowo-zachodnim narożniku, gdzie tuż pod podłogą i posadzką stwierdzono zasadniczą zmianę wątku muru.

Rzut poziomy kościoła. Stan sprzed rozpoczęcia badań. 

Ceglana gotycka ściana powiązana z XIV -wiecznym portalem posadowiona została na kamiennym murze wykonanym z wapiennej kostki, zbliżonej wielkością i obróbką do charakterystycznego dla romańskich zabytków krakowskich XII wieku wątku. Na głębokości 0,54 m od poziomu wnętrza nawy, niemal w osi portalu gotyckiego natrafiono na próg i dalsze partie węgarów portalu romańskiego. Pozwoliło to wyznaczyć poziom użytkowy kamiennej budowli romańskiej. Znajduje się on 0,70 m poniżej posadzki obecnej.

Aksonometria odkrytych murów rotundy


[...] Suma wyników badań pozwoliła na odtworzenie zarysu tej nieznanej budowli. Składała się ona z niewielkiego, zbliżonego do kwadratu prezbiterium oraz nawy z portalem, umieszczonym od strony południowej. Zarówno zastosowana technologia murów, jak też układ budowli zbliżają ją do XII-wiecznej fazy kościoła Św. Wojciecha w Krakowie. [...]


Rekonstrukcja rzutu rotundy 

Stwierdzono ponadto, że kwadratowe prezbiterium budowli łączyło się od zewnątrz (narożnik południowo-wschodni) z ciągiem kamiennego muru. Byłoby to dowodem, że w tym okresie kościół stanowił jeden z elementów nie znanego bliżej - zapewne obronnego - zespołu usytuowanego na wzgórzu Lasoty. 

Rotunda św. Benedykta i palatium wg Zina


Przechodząc do analizy przedstawionych wyżej badań uznać je trzeba jako szczególnie ważne, rzutujące, być może, nawet na genezę Krakowa. Odkryto bowiem drugą poza Wawelem rotundę, związaną z współczesnym sobie zespołem budowli. Jej położenie przy dawnym trakcie węgierskim, w najbliższym sąsiedztwie kopca Krakusa, pozwala założyć, że właśnie tu, na drugim brzegu Wisły, istnieć mógł znaczny ośrodek osadnictwa wczesnośredniowiecznego, starszego lub współczesnego Wawelowi. Są to sugestie hipotetyczne, czekające zarówno na dalsze badania archeologiczne, jak również na właściwą interpretację historyków. 
Poważne trudności nasuwają się jednak w odniesieniu do określenia chronologicznych powiązań poszczególnych faz obiektu. Posługując się tu związkami relacji względnych, wyodrębnić można w okresie średniowiecza trzy główne fazy przekształceń budowli: 

1) gotycką - wykonaną w wątku ceglanym;
2) romańską - posługującą się małą kostką wapienną; 
3) przedromańską - wzniesioną z sedymentacyjnego piaskowca na zaprawie gipsowej. 

O ile budowlę romańską datować można roboczo na połowę wieku XII, opierając się zarówno na związkach typologicznych i podobieństwie technologii, o tyle datowanie rotundy nie może być tak jednoznaczne. Pewne jest, że pozostałości tej budowli, zburzonej lub celowo rozebranej, wykorzystane zostały przy wznoszeniu XII-wiecznego kościoła romańskiego. Zupełna odrębność zastosowanej tu techniki budowlanej, posługującej się łupanym piaskowcem i gipsowym spoiwem, pozwala sądzić, że w czasie wznoszenia rotundy nie stosowano jeszcze tak powszechnego później wapienia. Jest to tym dziwniejsze, że przecież wzgórze Lasoty obfituje w ten właśnie materiał, z którego eksploatowano kamień do budowli krakowskich już w końcu XI wieku. 

Biorąc pod uwagę, że obydwie najstarsze budowle wawelskie: rotunda Św. Feliksa i Adaukta oraz odkryta ostatnio budowla prostokątna, wykonane są również z piaskowca, można określić w przybliżeniu czas powstania rotundy na wzgórzu Lasoty. Roboczo można więc przyjąć, podobnie jak to uczynił A. Bochnak w stosunku do rotundy wawelskiej - czas powstania naszej budowli "na okres panowania Bolesława Chrobrego lub nawet na czasy wcześniejsze, sięgające w głąb X w." 
Dodatkowym argumentem podbudowującym takie datowanie jest występowanie w rotundzie wawelskiej już zaprawy wapiennej, podczas gdy w rotundzie nowo odkrytej występuje jedynie ciasto gipsowe, spoiwo charakteryzujące najstarsze polskie budowle przedromańskie." 

Wizualizacja Rotundy

Z powyższego tekstu wyłania się obraz jednego z najstarszych historycznie zabytków Krakowa, być może starszego (a w pewnym okresie może nawet ważniejszego ?) od samego Wzgórza Wawelskiego.

Profesor Zin nie zdążył do końca przebadać Kościoła św. Benedykta, remont Rynku zmusił go do przeniesienia ekip archeologicznych do centrum. Od tego czasu nie kontynuowano badań w tym miejscu. 

Tajemnica tkwi więc cały czas w murach Kościoła...



Literatura: 

1. Kodeks Dyplomatyczny Katedry Krakowskiej św. Wacława, cz. I – II, wyd. F. Piekosiński, Kraków 1874-1883, tom. I str. 52

2. Długosz J., Liber beneficiorum (Księga nadań diecezji krakowskiej), 1325 – 27

3. Zin W., Grabski W., Wczesnośredniowieczne budowle Krakowa w świetle ostatnich badań,. „Rocznik Krakowski”, t. 38, 1964, s. 33–73.

powroty

Zaczniemy dość sennie, nieco niemrawo, niedzielnie, przy przeciskającym się przez chmury wczesnowiosennym słońcu, gdzie wokół grząskich traw i przy ostatnich podrywach zimowego wiatru rozgrywała się pewna scena. Ona i On.

A historia brzmiała tak:

Dawno temu, za górami, za lasami żyła sobie królewna. Królewna ta nie była jednak taka jak inne królewny w jej wieku, ta królewna z natury była zła, toteż określało się ją w okolicy mianem Czarnej Królewny.
Nie nasza rzecz dopytywać się dlaczego taka była, czy to przez diabły jakieś czy ze zgryzoty żywota, czy po czemuż to jeszcze innemu, dość wiedzieć, że była bardziej czarna jak dziegieć, jak smoła wręcz czarna była. Królewnę można było jednak odczarować z jej nieprzychylnego losu, a potrzebny do tego był młodzieniec, który biorąc ją za żonę także wielki skarb otrzymywał w posagu. Królewna niestety wszystkich straszyła swą czarną duszą i licem, aż jednak znalazł się młodzieniec, który postanowił znieść czar z królewny, a przy tym mocno się wzbogacić. Udał się więc, tak jak mu radzili chłopi o północy do małego kościółka na wzgórzu, w którym to owa królewna miała mu się objawić i w podziemiach którego podobno trzymała swój skarb. I objawiła się królewna czarniejsza od nocy, tak, iż oko wykol, nic tylko czerń, lecz młodzieniec otumaniony żądzą bogactwa niewiele sobie robił z jej wyglądu. Królewna zaś rzekła „Posiądziesz mnie i bogactwo moje, jak tylko w trzy dni wrócisz z pustym miechem, lecz złoto możesz wydać na siebie i tylko na siebie inaczej głowa Twoja zostanie stracona na zawsze.” Tak mówiąc, królewna dała młodzieńcowi wypchany trzos pełen złota. Ten, długo się nie zastanawiając poszedł do pobliskiego miasta wydać pieniądze na przyjemności. Nie dość, że posiądę fortunę, to jeszcze trzy dni będę żył jak król – pomyślał sobie dopijając druga kwaterkę winiaku.
Młodzieniec żył tak przez trzy dni, jadł, pił do syta, a na prośbę jednego czy drugiego kompana do picia o chociaż małą pożyczkę na kwaterkę czegoś przedniejszego zawsze powtarzał – mój pieniądz, choćby złamanego grosza nie dostaniesz. Po trzech dniach młodzieniec z ciężką i obolałą głową, rozpęczniałym brzuchem i pustym trzosem szedł do znajomego kościółka po rękę królewny, a przede wszystkim po przyobiecany skarb. Mijał żebraka po drodze sięgnął do kieszeni i jednego jedynego grosza, którego nie miał jak wydać rzucił biedakowi. Królewna nie dowie się, przecież nie ma jak, zresztą to tylko jeden malutki grosik – pomyślał i uśmiechnął się do siebie.
Do kościółka dotarł późno w nocy, kiedy już miał sięgać do kołatek drewnianych drzwi, te nagle się otworzyły, a z nich niczym zjawa wyłoniła się postać Czarnej Królewny, nieludzkim, ni to piskiem ni krzykiem oznajmiająca „Człowiecze, śmierć twoja !”. Młodzieniec błąka się teraz w zaświatach, bez głowy.

Legenda głosi, że Czarną Królewnę można spotkać w tej okolicy do dzisiaj. Podobno ciągle szuka młodzieńca, który ją poślubi…
Powyższy tekst, to bardzo luźna parafraza legendy zamieszczonej w: „Rękawka i Skały Twardowskiego w Podgórzu” autorstwa Szymona Goneta.


Nie ukrywam, że coś w tym miejscu jest. Niemal centrum miasta, a On stoi właściwie pośrodku nicości, spoglądając spod gontowego dachu na Stary Kraków...



Literatura:
- Gonet Sz., Rękawka i skały Twardowskiego w Podgórzu, "Lud" t. 3:1897

wtorek, 31 sierpnia 2010

Architektura: Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół"

Gdzie: Ul. Piłsudskiego 27 (Wolska)
Co: budynek Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół"
Kto: Karol Knaus, Teodor Talowski
Kiedy: 1889, 1894 r.


Obecnie nosi nazwę Józefa Piłsudskiego, ale niegdyś trakt łączący Kraków z Wolą Justowską nazwany był Wolskim (ul. Wolska), tłumaczenie powodów chyba zbędne :)
W tej nazwie ulica funkcjonowała aż do 1933 roku, kiedy to postanowiono nadać jej imię Marszałka. O obecnym kształcie ulicy i architekturze poszczególnych budynków mam nadzieję jeszcze przyjdzie więcej opisać, dziś zajmiemy się przepięknym przykładem możliwości krakowskich architektów przedwojennych - budynkiem Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", który zlokalizowany jest pod numerem 27.


Krótko o historii "Sokoła"
Mało kto wie cokolwiek o "Sokole", więc jestem niejako zobligowany do choć krótkiej notki o tym potężnym niegdyś towarzystwie, posłużę się świetnym artykułem Czesława Michalskiego: "120 lat działalności Krakowskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”:


"Początkowo ruch sokoli związany był ze środowiskiem lwowskim. Tam powstało w 1867 r. pierwsze Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, które przekształciło się w jedną z najliczniejszych i najpopularniejszych organizacji społecznych działających na ziemiach polskich. Dało ono początek ruchowi sokolemu, który ogarnął cały kraj, a także skupiska Polaków za granicą. Rozwój fizyczny i duchowy społeczeństwa polskiego traktowano w nim jako środek do osiągnięcia wyższych celów narodowych. Wychowanie w tym duchu młodego pokolenia Polaków, zdolnego w przyszłości do walki o wolność narodu, uznali „Sokoli” za najwyższą wartość społeczną i swoje posłannictwo. 
Bezpośrednim impulsem do jego założenia stała się nader liczna wycieczka sokołów z Czech i ze Lwowa, goszcząca w Krakowie w połowie sierpnia 1884 r. Postawa jej uczestników, jednolicie umundurowanych i zdyscyplinowanych, dla wielu krakowian okazała się dostatecznie przekonywującym „dowodem korzyści, jakie osiąga się z gimnastycznych stowarzyszeń”. Stąd też myśl powołania „Sokoła” w Krakowie, która zrodziła się w gronie najbardziej postępowych studentów UJ, uzyskała poparcie grupy liczących się osobistości spośród inteligencji i bogatego mieszczaństwa, czemu towarzyszyła namiętna dyskusja prowadzona na łamach lokalnej prasy.23 lutego 1885 r. namiestnictwo zatwierdziło statut i dopiero wówczas można było zwołać zebranie założycielskie, które odbyło się 17 maja. Michał Bałucki poinformował zebranych, że do Towarzystwa przystąpiło już 250 osób, a następnie wybrano władze. Prezesem Towarzystwa został Michał Bałucki, wiceprezesem dr Stanisław Abłamowicz."


Początkowo "Sokoły" ćwiczyły w udostępnionym ogrodzie położonym przy ówczesnym placu Latarnia (w pobliżu kościoła i klasztoru OO. Kapucynów), nastanie chłodnej pory roku zmusiło władze Towarzystwa do podjęcia poszukiwań odpowiedniego miejsca do ćwiczeń. Z powodu braku trafnej lokalizacji skorzystano z propozycji właścicieli browaru przy ul. Lubicz, Hugona i Alfreda Johnów. Udostępnili oni Towarzystwu obszerną szopę znajdującą się na terenach browaru, którą następnie przebudowano, przystosowując ją do funkcji sali gimnastycznej. Do tej sali przeniesiono przyrządy, które stanowiły wcześniej wyposażenie boiska gimnastycznego i odbywano tu ćwiczenia gimnastyczne od zimy 1885 do maja 1889 roku.


Prowizoryczna szopa zdawała tylko w części egzamin, toteż w październiku 1888 r. Rada Miejska przekazała bezpłatnie „Sokołowi” działkę przy ul. Wolskiej (dziś J. Piłsudskiego), gdzie postanowiono postawić siedzibę Towarzystwa. Prace budowlane rozpoczęto od przeniesienia prowizorycznego budynku „Sokoła” z ul. Lubicz na uzyskany plac. Komitet budowlany złożony z przedstawicieli "Sokoła" zaaprobował plany budynku sporządzone przez Karola Knausa, w którym m. in. mieścić się miała sala gimnastyczna. Zgromadzone środki finansowe pozwoliły w maju 1889 r. rozpocząć budowę. Prace wykonywane przez firmę Jana Meyera przebiegały bardzo sprawnie i 18 listopada 1889 r. budynek został uroczyście oddany do użytku. Latem 1890 r. wykończono go ostatecznie.
"Sokół" przed...
...i po rozbudowie

Gmach był usytuowany przy ówczesnych granicach miasta, koło Błoń i szerokich, niezabudowanych terenów, co ułatwiało prowadzenie ćwiczeń na świeżym powietrzu. Nowy budynek pozwolił zintensyfikować ćwiczenia gimnastyczne, ilość chętnych do ćwiczeń w "Sokole" ciągle rosła, z czasem więc budynek stał się niewystarczający i postanowiono go zmodernizować. 
Zajął się tym jeden z geniuszy krakowskiej architektury Teodor Talowski, który w 1894 roku zaczął przebudowywać gmach w duchu secesji, zmieniono także wystrój wnętrz, już w rok później budynek był gotowy. 
W 1910 odnowiono dolną salę gimnastyczną, którą ozdobiono polichromiami zaprojektowanymi przez Józefa Mehoffera, w czasie wojny jednak okupanci położyli nowe tynki przysłaniając tym samym ową polichromię, której już niestety nie udało się odzyskać. 


31 lipca 1947 r. przedstawiciele Urzędu Bezpieczeństwa opieczętowali budynek, odebrali dokumenty, pieczątki, dowód rejestracji i zezwolenie na działalność sportową. „Sokół” został rozwiązany 3 lipca 1948 roku decyzją Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Kilkukrotnie próbowano reaktywować Towarzystwo, udało się to dopiero w 1989 roku, zaś w rok później Polskie Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" odzyskało budynek od użytkującego go Klubu Sportowego Cracovia, funkcjonuje ono do dzisiaj. 





Stan Obecny:










Detale:








środa, 25 sierpnia 2010

Architektura: Szkieletor

Wiele razy mówiło się o ostatecznym rachunku z brzydotą szkieletora, wiele razy miał zmieniać się właściciel, inwestor, biuro architektoniczne, wiele było już studyjnych koncepcji zmiany jego wyglądu, wiele mówiło się o wyburzeniu i jeszcze wiele można by mówić o tym co miało być. Zdaje się jednak, że batalia o remont budynku, mimo że idąca jak krew z nosa, skończy się zwycięsko. Dlaczego, o tym poniżej.



"Udało się w końcu pokonać ostatnią formalną przeszkodę na drodze do dokończenia krakowskiego "szkieletora". Właściciel budynku odebrał warunki zabudowy na realizację inwestycji.

Decyzję o warunkach zabudowy wydaną właścicielom "szkieletora" przez prezydenta Jacka Majchrowskiego oprotestowali sąsiad budynku z osiedla Oficerskiego oraz grupa ekologów z Towarzystwa na rzecz Ochrony Przyrody. Zarzuty dotyczyły m.in. zbyt dużych gabarytów wieżowca. Samorządowe Kolegium Odwoławcze oddaliło wszystkie zastrzeżenia, otwierając inwestorowi drogę do ubiegania się o pozwolenie na budowę.

- Wprawdzie istnieje jeszcze możliwość odwołania się skarżących od decyzji SKO, ale dla nas to bardzo dobra wiadomość. Oznacza to początek końca długiej drogi formalnej związanej ze zdobywaniem pozwoleń i negocjacjami co do ostatecznego kształtu projektu nowego "szkieletora" - mówi Szymon Duda ze spółki Treimorfa, właściciela konstrukcji przy rondzie Mogilskim.

Postępowanie w SKO nie przeszkodziło jednak architektom w pracach nad projektem budowlanym. Już w październiku inwestor chce złożyć w wydziale architektury pierwszy z dwóch wniosków o pozwolenie na budowę. Pierwszy będzie dotyczył przystosowania istniejącej konstrukcji do potrzeb nowego projektu.

- Chcemy rozebrać żelbetowe elementy, które po przeszło 30 latach uległy zwietrzeniu i nie nadają się już do ponownego wykorzystania. Zachowamy jednak stalowy trzon budowli. Ekspertyzy wykazały, że nadaje się on do potrzeb nowego projektu. Erozja nie zagroziła jego stabilności - wyjaśnia Marek Dunikowski, kierownik zespołu pracującego nad nowym projektem "szkieletora" z pracowni DDJM. Ponadto rozpoczną się prace przygotowawcze w podziemnej części budynku, związane z budową parkingów.

- To, co jest tam w tej chwili, to zaledwie kilka niewielkich garaży zbudowanych prawdopodobnie wyłącznie z myślą o samochodach pierwszego i drugiego sekretarza - żartuje Dunikowski. Realizacja tego etapu prac powinna ruszyć już wiosną 2011 roku. Również wtedy inwestor chce złożyć drugi wniosek o pozwolenie na budowę, zakładający już realizację projektu w takiej formie, jaką zaprezentowano w czerwcu.

Najnowsza propozycja jest swego rodzaju nawiązaniem do pierwotnej idei wieżowca. W swojej wizji architekci ponownie przywołują pomysł stworzenia przy rondzie Mogilskim krakowskiego Manhattanu. Kiedy w wyniku ogłoszonego w 1968 roku konkursu na projekt wieży NOT-u wybrano propozycję zespołu projektowego Zdzisława Arcta, "szkieletor" miał być pierwszym i jednym z najniższych wieżowców planowanych w tym miejscu. Dziś stanowi najwyższy element planowanego zespołu, który w sumie tworzyć będzie aż osiem różnej wysokości budynków.

"Szkieletor", mający w tej chwili 91,5 m, urośnie do 102,5. Na tyle zgodził się wojewódzki konserwator zabytków, uznając, że taka wysokość nie zaszkodzi panoramie Starego Miasta. W budynku pojawią się biura i hotel, a na ostatnich dwóch kondygnacjach restauracja z panoramą na Kraków i Tatry oraz wielofunkcyjna powierzchnia wystawienniczo-koncertowa.

Najważniejszą, a zarazem centralną częścią kompleksu będzie bulwar zlokalizowany pomiędzy budynkami, biegnący od głównego wejścia (wysokiego na 17 m portalu) do najwyższej wieży w kierunku ronda Mogilskiego. Ma to być deptak, miejsce odpoczynku, relaksu i spotkań. Jego szerokość - na wzór placu przy Rockefeller Center w Nowym Jorku - wymierzono na 16 m. Inwestor szacuje, że koszt budowy całego kompleksu zamknie się w 100 mln euro."

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

Budynek wraz z deptakiem

Portal wejściowy


Hol wejściowy

Widok z ostatniego piętra wieżowca

Wizualizacje: Biuro Architektoniczne DDJM

niedziela, 15 sierpnia 2010

kilka słów o Krakowie...

Natchnęło mnie. Choć nie od razu, choć na początku sądziłem że to jakaś forma przejaskrawienia rzeczywistości, choć poniekąd ciągle tak sądzę, to jednak mnie natchnęło.
Przeczytałem ostatnio pewien wywiad, pewien, to znaczy z Panem Tomaszem Hernikiem: "Kraków - to było kiedyś miasto uniwersyteckie...", ponoć znaną krakowską osobistością, puzonistą, producentem muzycznym, który udzielał się m.in. na płytach Roberta Kasprzyckiego i Anny Treter, a to akurat dobra wizytówka dla niego. Osobiście Szanownego Pana nie kojarzę, zapewne z powodu mojej jednak ciągle niskiej znajomości wszechrzeczy, ale nie w tym sęk.
Szanowny Pan Hernik stwierdził, że Kraków ogarnia degrengolada, zatracenie atrybutów kulturalnych na rzecz disco-popowego, zupełnie charakterystycznego dla współczesnych czasów "klimatu" miasta, współtworzonego, a może raczej przyzwolonego przez obecne władze metropolii. Pan Hernik z tegoż oto powodu wyprowadza się z miasta w cholerę.

Ulica Szewska, samo centrum, jedna z arterii serca miasta, serca Starego Miasta, godzina 22, ludzi tłum (nic nowego), mnóstwo dziewczyn poubieranych w kuse spódniczki i obcisłe bluzeczki na ramiączkach, wypatrujących nie wiadomo czego (a właściwie wiadomo), mnóstwo chłopaków (trudno powiedzieć mężczyzn) odzianych w wytarte dżinsy, białe buty a'la "casual" i obcisłe polówki bądź t-shirty, koniecznie z Diversa, Reportera albo Lacoste (jeśli stać na oryginał) wypatrujących już bez skrępowania ładnych dziewczyn w kusych spódniczkach i obcisłych bluzeczkach, no tak. Część trzeźwa, część podpita, część pijana, ciężko jednoznacznie stwierdzić po ich rozmowach, bo coś dudni po uszach. Okna na piętrze pootwierane, no tak, wszak to Frantic, jego muzyka i klienci, stojący chyba zawsze w kolejce przed wejściem (może oni coś tam rozdają w środku?). Zbliżamy się do świata neonów.
Krok za krokiem, buty depczą kolejne metry ulicy, ludzi ciągle tyle samo, tylko teraz coraz więcej "bileciarzy" pytających czy może jednak wybieram się na jakąś imprezę, na piwo, drinka, koktajl czy cokolwiek innego, co Bóg stworzył, bo akurat mają świetną, absolutnie genialną promocję w barze na kamikadze, więc mogę dostać bilecik dający mi tę upragnioną od godzin zniżkę, nie dziękuję za kamikadze, nie jestem kamikadze...
Skręcam do Jazz Fausta, nawet tu, w "ogródku" sporo ludzi, głośno, pora więc na dół, na Paulanera. Co chwilę wchodzą ludzie, którzy chyba jednak muzyki okołojazzowej nie trawią, bo mimo pustych stolików dość śpiesznie wychodzą, może to i dobrze, może powinni być teraz w innym miejscu, nie moja sprawa. Pustych stolików cała masa, a przecież to sobotni wieczór...
Wychodzę, ludzi jeszcze więcej, nie tylko tu, na Jagiellońskiej, w nowo powstałym wyjącym czymś prawie naprzeciwko Teatru Starego, także w ogródkach na Rynku, gdzieś na piętrze znów pootwierane okna i ryczenie muzyki, już nawet nie wiem jakiej, jeszcze Plac Mariacki i jego nieco burżuazyjny (a może yuppiesowy) Hard Rock Cafe, nawet tu sporo ludzi, to tylko Mikołajska i wylatujemy z tego kosmosu...

Czuję ulgę jak wychodzę z Rynku, naprawdę. Tu nie chodzi tylko o tłumy turystów, nie chodzi o zasłanianie się brakiem kultury rozwydrzonymi, nawalonymi angolami, robiącymi bydło, nie chodzi o mnogość lokali dla ludzi słuchających jakiegoś elektro i całej otoczki z tym związanej, nie chodzi nawet o te dziewczyny w kusych spódniczkach czy podjeżdżające limuzyny o długości chyba 12 metrów na płytę Rynku, to nie o to chodzi.
Chodzi o mentalność tych ludzi, ludzi, którzy tworzą właśnie "krakowski klimat", to nie same ulice go tworzą, nie historia miasta, nie pomniki, Sukiennice czy Kościół Mariacki, to ludzie, którzy tu żyją, przebywają, którzy tu spędzają czas. Truizm, tak oczywiście że to truizm, ale powtarzać to warto, tak długo jak tylko się da, a nawet ciut dłużej.
Społeczeństwo się zmienia, młodzież, studenci bez wątpienia są tego najlepszym przykładem, wzorce zachodniego stylu bycia i życia bez większego przemyślenia są wcielane do dnia codziennego, jedyne co trzeba zrobić to stanąć i zastanowić się do czego prowadzi ta droga, czy to rzeczywiście nie jest równia pochyła ?

Ktoś powie: nie podoba się to wypad z Rynku ! Ja powiem, nie i tyle. Bo to miasto jest tak samo moje jak i jego i ja też mogę oczekiwać od niego spełnienia pewnych wizji, chociaż częściowo.

Na pewno także hiperbolizuję, na pewno idealizuję to, czym Kraków mógłby być, na pewno mocno generalizuję sprawy i wrzucam do jednej szufladki, ale to już tak jest, że wyjątek zawsze będzie wyjątkiem. "Ukulturalnienie" może być dziełem każdego, jeśli tylko znajdzie tyle chęci, ja jeno przypominam, że jest taka możliwość i że może to być jedna z dróg, którą Kraków poprowadzimy dalej.

poniedziałek, 22 marca 2010

Architektura: Kraków - Ratusz i wieża ratuszowa na Rynku Głównym

Niemal każdy, kto choć raz był w Krakowie natknął się na okazały 70-metrowy budynek Wieży Ratuszowej na Rynku Głównym, który przez swoje odchylenie od pionu porównywany jest niekiedy z Krzywą Wieżą w Pizie. Data jej powstania sięga niemal 700 lat wstecz, bezdyskusyjnie była to jedna z najważniejszych budowli historycznego Krakowa, zresztą do tej pory przykuwa uwagę swoim majestatycznym, niepowtarzalnym wyglądem. O Ratuszu wie się niewiele, o ile w ogóle, o jego niegdysiejszym wyglądzie, o Spichlerzu, Kabatach, Domu Notariusza czy Odwachu pojęcie mają rzeczywiście nieliczni, pora więc ociupinę przybliżyć tę nieco zagadkową sprawę. Będę posiłkować się świetną pozycją książkową "Rynek Główny w Krakowie" autorstwa Waldeamara Komorowskiego i Aldony Sudackiej, stąd może nieco zbyt formalny język.


"Ratusz, siedziba władz miejskich w średniowieczu i czasach nowożytnych, jedna z najstarszych w Polsce. Budynek położony w południowo-zachodniej części Rynku, prostopadle do Sukiennic.
Wzniesiony przed 1316 r. ( Najstarsza informacja źródłowa o Ratuszu pochodzi z 1313 roku ), jako kamienna dwukondygnacyjna budowla na rzucie prostokąta o wymiarach 30 X 10 m. Z budynkiem związana była wieża, przylegająca od południowego wschodu, pierwotnie zapewne o charakterze obronnym, mająca także znaczenie symboliczne. Wieża została przebudowana i podwyższona w drugiej połowie XIV w. Zachowała się ciosowa „okładzina" jej elewacji z laskowaniami, kroksztyny na narożnikach i rzeźbiarska dekoracja reprezentacyjnego wnętrza na pierwszym piętrze (ostatnio datowana na przełom XIV i XV w.), uważanego niesłusznie za kaplicę. 


Trzecia kondygnacja ratu­sza powstała być może w drugiej połowie XIV w., na pewno około 1454 r., gdy budynek w wyniku przebudo­wy prowadzonej przez kamieniarza Jana z Torunia uzy­skał blendowane szczyty ze sterczynami, ośmioboczne wieżyczki na narożnikach, arkadowy ganek-loggia od wschodu, pełniący rolę trybuny, a wieża późnogotycki hełm, pokryty blachą ołowianą, malowaną na zielono, z dwoma wieńcami narożnych wieżyczek o złoconych gałkach i z iglicą pośrodku. W 1524 r. założono na niej zegar sprowadzony z Norymbergi. Zniszczoną pożarem wieżę odnawiano w latach 1556-1557. 

Makieta ratusza i spichlerza, lata 20 XVI wieku, widok od południowego wschodu

Na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych XVI w., podczas renesansowej modernizacji, założono wielkie okna we wschodniej elewacji ratusza. W 1547 r. od południa zbudowano nowe kabaty (dłużnicę, czyli więzienie miejskie dla pomniejszych przestępców i dłużników) w miejscu średniowiecznych, z wykorzystaniem ostrołukowego portalu wjazdu. Dziedziniec między kabatami i ratuszem służył za miejsce straceń. Od północy do ratusza przylegał Dom Notariusza (wzniesiony w latach 1397-1399) i być może Dom Ławników. 

Wszystkie zostały wcielone po spaleniu do spichlerza wzniesionego w latach 1561-1563 przez Sta­nisława Flaka i Włocha Antoniego. Najważniejszym po­mieszczeniem ratusza była Izba Rady, zwana Pańską, mieszcząca się od początku na drugiej kondygnacji (peł­niła także funkcje sali sądowej). W latach 1592-1593 powstało jej manierystyczne urządzenie i dekoracja autorstwa zapewne Jana Frankstijna (Frankensteina), z intarsjowanymi drzwiami Piotra Ka­liny, fryz z popiersiami królów, malowany przez Kaspra Kurcza. Ratusz mieścił również urząd wójtowski i urząd hutmana (przełożonego służb porządkowych), tu też znaj­dował się tzw. gmach królewski, w którym nowo korono­wany król odbierał akt homagialny od rady miejskiej. Podziemia ratusza (jego pierwotny parter) i spichlerza wykorzystywane były jako piwnica miejska (Świdnicka), z czasem przekształcona na szynk zwany Indiami, oraz sale przesłuchań sądowych (tortur) i więzienie Dorotka. Kilkakrotnie przebudowywany spichlerz został ostatecznie ukształtowany w latach 1632-1636 w czasie odbudo­wy po pożarze, prowadzonej przez Macieja Swiątkowicza. Powstał gmach dwa razy większy od ratusza, z dachem pogrążonym i attyką. W 1636 r. Krzysztof Koriander po­krył górne partie jego ścian oraz zapewne dolną część attyki malaturami z wizerunkami królów. 

Zespół zabudowań ratuszowych ok. 1650 roku

Rynek Główny w połowie XVII wieku

Z czasem spi­chlerz był utożsamiany z ratuszem, tym bardziej że część funkcji przeniesiono do spichlerza (m.in. urząd wójtow­ski, piwnicę Świdnicką). W 1678 r. powstało drugie piętro ratusza od strony wschodniej (mieszczące arsenał), na­kryte dachem pogrążonym i zwieńczone attyką.




Budynek Ratusza po przebudowie

Pożar w 1680 r. zniszczył górne kondygnacje wieży, gotycki hełm i zegar. W trakcie odbudowy w latach 1683-1686, prowa­dzonej w końcowej fazie przez Piotra Bebera, powstał barokowy wielokondygnacyjny hełm z gankiem (1686). W pierwszej połowie XVIII w. ratusz był w stanie ogól­nego zaniedbania. Hełm wieży (uszkodzony w czasie wi­chury w 1703) i spichlerz groziły upadkiem, z braku fun­duszy prowadzono w nich jedynie prace zabezpieczające. W 1782 r. po południowej stronie wieży wzniesiono klasycystyczny odwach dla głównej warty krakowskiego regi­mentu wojsk polskich - budynek parterowy, z niewielkim podwórkiem i arkadowym portykiem od południa. W la­tach 1782-1784 z funduszy biskupa krakowskiego Kaje­tana Sołtyka i króla Stanisława Augusta powstał obecny hełm wieży o uproszczonych formach poprzedniego, z do­daniem wazonów płomienistych na narożnikach. 
Szkic porównujący Wieżę Ratuszową przed i po przebudowie

Odwach, Wieża Ratuszowa i Ratusz w 1787 r.

Plan ratusza, wieży, spichlerza i kabatów z 1802 r. wg. J Brodowskiego

Po 1796 r. powstawały niezrealizowane projekty gruntownej przebudowy ratusza na biura austriackich agend rządo­wych, następnie urzędów Księstwa Warszawskiego. Ra­tusz został zburzony (1820), mimo pierwotnych zamia­rów zniesienia jedynie spichlerza. Niektóre elementy za­bytkowe zostały zdeponowane w budynku pojezuickim przy ulicy Grodzkiej 52, później uległy rozproszeniu (portal i drzwi z Izby Pańskiej od 1856 r. w Collegium Maius, galeria portretów sztalugowych z Izby Ławniczej w In­stytucie Technicznym, następnie w Szkole Sztuk Pięk­nych, od 1913 r. w Sali Portretowej magistratu przy placu Wszystkich Świętych). Myśl o odbudowie ratusza kilka­krotnie powracała w ostatniej ćwierci XIX i na początku XX w. 

Wieża ratuszowa po wyburzeniu ratusza (1820 r)

Pozostawienie wieży ra­tuszowej (Rynek Główny 1) miało zgodnie z ówczesnymi poglądami na ochronę pamiątek historycznych zna­czenie symbolu. W pierwszej połowie lat dwudziestych XIX w. powstawały niezrealizowane projekty obudowania wieży gmachem mieszczącym alternatywnie teatr albo urzędy oraz sejm Wolnego Miasta i giełdę (neoklasyczny projekt Sebastiana Sierakowskiego i neogotycki projekt Feliksa Radwańskiego jun.).



Plan odbudowy gmachu Ratusza i przebudowy wieży wg. F. Radwańskiego z 1821 r

W 1829 r. nastąpiła rozbudo­wa odwachu (zagospodarowanie przestrzeni po zburzo­nych kabatach)

Odwach (w którym mieściła się jednostka Straży Pożarnej) i Wieża Ratuszowa po 1850 r.

W latach 1881-1882 wzniesiono w jego miejscu nowy, neogotycki, według projektu Stefana Żołdaniego i Józefa Niedźwiedzkiego.

Wieża ratuszowa z neogotyckim odwachem

W 1888 r. zbudowano taras po północnej stronie wieży, z wykorzystaniem posągów barokowych lwów z ratusza. W 1906 r. zamierzano zainstalować podświetlany zegar podarowany przez Stanisława Gabriela Żeleńskiego. Wie­ża była restaurowana kilkakrotnie: w latach 1913-1914 (partia zegarowa i hełm, Witold Małkowski według pla­nów Zygmunta Hendla).

(1926) Umieszczanie zegara na Wieży Ratuszowej



1927-1930 (usunięcie tynków, wymiana części okładziny, Franciszek Mączyński, przy współpracy konserwatorów Tadeusza Szydłowskiego i An­drzeja Olesia)

(1931) Odwach i fragment wieży ratuszowej

(1934-10) - Wieża ratuszowa


W odwachu, opuszczonym przez wojsko w 1934 r., urządzono w 1936 wystawę urn z zie­mią z miejsc pamięci narodowej wykonanych w czasie sy­pania kopca Piłsudskiego. 

Posterunek niemiecki przy Odwachu

Listopad 1940 r., Wieża Ratuszowa od strony wschodniej

W latach 1943-1944 zniszczono część piwnic daw­nego spichlerza w czasie budowy podziemnego zbiorni­ka przeciwpożarowego, jednocześnie powstawały projek­ty nowej aranżacji odwachu.  

Projekt przebudowy odwachu i połączenia wieży ratuszowej z Sukiennicami nakreślony przez Niemców

Po wojnie, w roku 1946 zburzono odwach utożsamiany z wrogim panowaniem austriackim. W latach 1962-1966 dokonano prac konserwatorskich (rekonstrukcja wykuszy, obra­mień okiennych, sklepienia pierwszego piętra, konserwa­cja hełmu i okładziny, pod kierunkiem Władysława Grab­skiego i Wiktora Zina z udziałem Henryka Schoena i Ka­zimierza Różyckiego). W latach 1961-1967 przeprowa­dzono adaptację przylegających do wieży piwnic nieist­niejącego ratusza na kawiarnię, połączoną z odtworze­niem sklepień, budową nowych pomieszczeń w miejscu podwórka kabatów, budową nowego wejścia w szkarpie wieży od zachodu oraz budową ganku od północy, gdzie umieszczono rzeźby lwów, przeniesione z pałacu w Pławowicach (W Grabski, W. Zin). W latach 1983-1987 prze­budowano piwnice dla teatru Maszkaron. W latach 1997-1998 ostatnia, tym razem zachowawcza konserwacja wie­ży i remont piwnic. 



Ratusz obecnie


Główne publikacje o ratuszu: K. Kremer (1852), A.O. Essenwein (1866), J. Muczkowski (1906), S. Tom-kowicz (1932), W. Komorowski (1998, 2007)."